POPROSIŁA, ŻEBY MOGŁA ZOBACZYĆ SWOJĄ CÓRKĘ PRZED ŚMIERCIĄ... I TO, CO DZIEWCZYNA WYSZEPTAŁA, ZMIENIŁO JEJ LOS NA ZAWSZE.

Pracownik socjalny nieświadomie upuścił telefon na podłogę.

Méndez nie poruszył się ani o cal, ale coś sprawiło, że jego spojrzenie stało się ostrzejsze.

—Dlaczego nie powiedziałeś tego wcześniej? —zapytał z nieoczekiwaną łagodnością.

Salome spuściła wzrok.

Eпtoпces, po raz pierwszy od qυe eпtró, parece verdaderameпte υпa пiña.

—Bo zabrał mnie do siebie — mruknęła. —Każdej nocy powtarzał mi, że moja mama jest morderczynią i że jeśli powiem, nikt mi nie uwierzy, bo dzieci wierzą w różne rzeczy.

Potem powiedział mi, że jeśli będę grzeczny, może pozwoli mojej matce żyć. Ale jeśli skłamię… zabije ją przeze mnie.

Ramira pozwoliła uciec złamanej, twardej, obiektywnej, nie do naprawienia.

—Mój Boże… moja córko… moja córko…

Méndez wziął głęboki oddech.

—A dlaczego teraz mówisz?

Salome podniosła twarz.

W jego oczach było coś groźnego.

 

—Bo wczoraj podsłuchałem wujka Julię rozmawiającą przez telefon. Powiedział, że jak to się dzisiaj skończy, to wyjedziemy „bardzo daleko”, bo nikt już nie będzie mógł otworzyć ust. A ja powiedziałem, że nie zamierzam przestać, do cholery. Nie ze mną. Nie z nią.

Niebiański pokój zdawał się rozświetlać.

Chór zwrócił się do pracownika socjalnego.

—Czy ananas jest nadal pod opieką wujka?

Skinęła głową, blada.

—Tak, proszę pana. Już od trzech lat.

Méndez wyrzucił z siebie przekleństwo. Potem zwrócił się w stronę strażników.

—Zawieszone todo. Hora. Nadie mυeve a Ramira Fυeпtes de aqυí hasta пυeva ordeп. Y comυпiqυeп de iпmediato al fiskaln de gυardia qυe пecesito reaperυra υrgeпte del expedieпte y υпa ordeп de localizacióп para Jυliáп Fυeпtes.

Najmłodszy strażnik pobiegł bez pytania.