Powoli wstałem.
—Znaleźli coś w jej jamie brzusznej.
Jego twarz straciła kolor.
Bardzo mało.
Ale ja to widziałem.
Widziałem to wyraźnie.
Carlos włożył ręce do kieszeni i odwrócił wzrok.
—Dzieci połykają różne rzeczy. Widzisz, jaki Daniel jest niespokojny.
—Chirurg powiedział, że to nie wygląda na wypadek.
Wydał z siebie suchy śmiech.
FAŁSZ.
—I co teraz? Zamierzasz zrobić z tego powieść?
Nie odpowiedziałem.
Ponieważ w tym momencie przyszedł pracownik socjalny i zapytał:
—Czy jesteś ojcem?
Carlos skinął głową.
Wyjaśniła, że ze względu na charakter odkrycia, muszą porozmawiać z każdym z nich osobno.
Carlos zesztywniał.
—Nie rozumiem dlaczego. Mój syn jest chory, i tyle.
Kobieta nie ustąpiła.
—Panie, proszę o współpracę.
Spojrzał na mnie jadowitym wzrokiem.
Tę, którą znałem aż za dobrze.
Ten sam, który tyle razy mnie uciszał.
Ten sam, który sprawiał, że czułam się szalona za każdym razem, gdy w niego wątpiłam.
Ale tej nocy coś się zmieniło.
Nie byłem już odosobniony ze swoimi podejrzeniami.
Byli lekarze.
Byli strażnicy.
Byli tam ludzie, którzy to obserwowali.
I to martwiło Carlosa.
Zabrano go do innego pokoju.
Zostałem pozostawiony w małym biurze wraz z pracownikiem socjalnym i ochroniarzem szpitala.
Zapytali mnie, jak długo Daniel odczuwał ból.
Kto się nim opiekował?
Gdyby w domu zaszły zmiany.
Mój mąż zachowywał się dziwnie.
Odpowiedziałem najlepiej jak potrafiłem.