Carlos zamknął drzwi studia, gdy z nim rozmawiałem.
Carlos denerwował się za każdym razem, gdy wspominałem o lekarzu.
Carlos powiedział z dziwnym chłodem, że nie wydałby ani grosza na „zwykły ból brzucha”.
Moje ręce zamarzły.
„Nie… nie wiem…” wyjąkałem. „Jego ojciec spędza z nim czas. Ale nigdy…”
Nie mogłem dokończyć.
Bo coś we mnie zaczęło już obawiać się najgorszego.
Lekarz nie tracił czasu.
Zadzwonił do szpitala centralnego.
Wyjaśnił mi sprawę używając fachowej terminologii, której nie byłem w stanie zrozumieć.
Przeszkoda.
Ciało obce.
Ryzyko.
Pilna ocena chirurgiczna.
Wszystko wydawało mi się odległe, jakby działo się komuś innemu.
Zabrano nas karetką.
Daniel leżał i wpatrywał się w biały sufit.
-Matka…
—Jestem tutaj, kochanie.
—Czy wszystko będzie dobrze?
Mocno ścisnęłam jego dłoń.
-Tak.
Kolejne kłamstwo.