Uśmiechnęła się ironicznie.
„Wiesz, niektóre rodziny mogłyby dać jej prawdziwe życie. Może adopcja byłaby lepszym rozwiązaniem”.
Na siłowni zapadła cisza.
Melissa ścisnęła moją dłoń.
Zanim zdążyłem odpowiedzieć, kobieta dodała z szyderczym śmiechem: „Jakie to żałosne”.
Szukałam właściwej odpowiedzi, gdy jej syn pociągnął ją za rękaw.
„Mamo” – powiedział chłopiec głośno.
„Nie teraz” – warknęła.
„Ale mamo” – kontynuował, wskazując na sukienkę Melissy – „Wygląda zupełnie jak jedwabne chusteczki, które tata kupuje pannie Tammy, kiedy cię nie ma w domu”.
Pokój zamarł.
Rodzice wymienili zdziwione spojrzenia.