Gdyby po prostu zadzwoniła do matki i wyjaśniła, Carmen mogłaby jej nie uwierzyć. Leticia była jej siostrą. Krew.
Potrzebowała niezbitego dowodu.
Valeria chwyciła telefon i sfotografowała naszyjnik z każdej strony. Następnie ostrożnie schowała go z powrotem do woreczka.
Wyrzucenie go nie wchodziło w grę, bo policja i tak przyszłaby go szukać.
Ale nie mogła pozostać wśród rzeczy należących do jej matki.
Wtedy sobie coś przypomniała.
Tydzień wcześniej Leticia przyszła na kolację i niechcący zostawiła dużą czarną skórzaną torebkę w szafie w przedpokoju. Jeszcze po nią nie wróciła.
Valeria pobiegła do szafy, wyciągnęła torebkę i schowała naszyjnik głęboko w jednej z ukrytych przegródek.
Gdyby policja znalazła klejnot, odkryłaby go wśród rzeczy należących do prawdziwego przestępcy.
Mimo wszystko potrzebowała dowodu na to, że Leticia była w mieszkaniu.
Nagle przypomniała sobie o małej, ukrytej kamerze bezpieczeństwa zamontowanej w wizjerze w drzwiach po napadzie, do którego doszło w budynku kilka miesięcy wcześniej.
Valeria wyciągnęła stołek na korytarz, wspięła się na niego i wyjęła maleńką kartę SD. Włożyła ją do laptopa matki i przeszukała nagrania.
Jej serce podskoczyło.