Udawałem, że jestem chory, żeby uniknąć pójścia do szkoły, ale to, co odkryłem tamtego popołudnia we własnym domu, niemal na zawsze zniszczyło moją rodzinę…

Czy jej matka wróciła wcześniej do domu?

Spojrzała na zegar ścienny. Była dopiero pierwsza po południu. Carmen nie skończy pracy przed siódmą.

Nagły przypływ instynktu – i poczucie winy, że oglądała telewizję zamiast odpocząć, jak obiecała – sprawiły, że Valeria zamarła. Szybko nakryła się kocem i udawała, że ​​śpi, zostawiając jedynie maleńką szparkę między powiekami, by móc dyskretnie obserwować drzwi.

Drzwi otworzyły się powoli i bezszelestnie.

Osoba, która weszła do środka, nie była jej matką.

Waleria natychmiast rozpoznała postać.

To była jej ciotka Leticia, młodsza siostra Carmen.

Ale coś w niej było nie tak.

Leticia, która pracowała w recepcji hotelowej, zazwyczaj była głośna i radosna, zawsze się śmiała i miała jaskrawoczerwoną szminkę. Kobieta wchodząca do apartamentu poruszała się teraz cicho, niemal jak cień. Była ubrana na czarno i nerwowo rozglądała się po pokoju.

Zajrzała do salonu. Widząc Valerię owiniętą w koce i oddychającą powoli, założyła, że ​​dziewczyna śpi.

Leticia szybko wyciągnęła z torebki mały aksamitny woreczek.