SYN MILIONERA KRZYCZAŁ KAŻDEJ NOCY… I

„Ona mi nie wierzy” – mruknął. „Nikt mi nie wierzy”.

Klara podeszła do łóżka.

Jeszcze nie zapytał. Najpierw obserwował.

Poduszka była duża, twarda i wypełniona piórami gauso. Droga. Nieskazitelna. Z delikatnym haftem na rogu.

Podniósł ją.

Leo natychmiast się spiął.

Sυ cυerpo reaccioпó aptes qυe sυ meпte.

Clara bató it.

„Nie będę cię zmuszał, żebyś tego dotykał” – powiedział spokojnie. „Chcę tylko popatrzeć”.

Leo uderzył się w głowę, ale nie krzyczał.

Clara przesunęła dłonią po powierzchni. Materiał był miękki. Zbyt miękki. Wypełnienie – zwarte.

Wywierał na nią presję.

Wszystko było w porządku.

Nie chodziło tylko o twardość.

 

Były twarde, nieregularne punkty.

Jakby w środku było coś więcej niż tylko pióra.

Klara zmarszczyła brwi.

—Leo — zapytał ostrożnie. — Od kiedy cierpi?

Dziecko miało wątpliwości.

—Odkąd mama odeszła.

To zdanie zapadło mi w pamięć.