SYN MILIONERA KRZYCZAŁ KAŻDEJ NOCY… I NIKT NIE CHCIAŁ WIEDZIEĆ DLACZEGO.
Była prawie druga w nocy, gdy w starej kolonialnej rezydencji na obrzeżach miasta cisza została ponownie przerwana, jak zwykle, w najgorszy możliwy sposób.
Ostry, przenikliwy krzyk rozbrzmiał echem w długich, zimnych korytarzach, odbił się od wysokich ścian i wywołał gęsią skórkę u nielicznych pracowników, którzy jeszcze nie spali. Nie było wątpliwości. Znów dobiegał z sypialni Leo.
Leo miał zaledwie sześć lat, ale jego oczy niosły ciężar, który nie odpowiadał jego wiekowi. Tej nocy, jak wiele innych, walczył z ojcem, desperacko próbując się uwolnić.
James, odnoszący sukcesy biznesmen i niedawno owdowiały, wciąż miał na sobie pognieciony garnitur z poprzedniego dnia. Głębokie cienie pod oczami i napięta szczęka zdradzały tygodnie bez snu. Trzymał syna za ramiona, przywołując cierpliwość, której już nie miał.
„Dość, Leo” – warknął. „Śpisz w swoim łóżku jak normalne dziecko. Ja też muszę odpocząć”.
Gwałtownym ruchem przycisnął główkę dziecka do jedwabnej poduszki, idealnie ułożonej na wezgłowiu łóżka. Dla Jamesa była to po prostu droga poduszka, kolejny element luksusowego życia, które z takim trudem sobie zbudował.
Ale dla Leo… to była tortura.