Elena miała właśnie wyjść z notesem w ręku, gdy dostrzegła coś dziwnego w wyrazie twarzy pani Carmen – pewien spokój na jej twarzy, który wydał się aż nazbyt znajomy.
Starsza kobieta nie reagowała na brzęk szklanek ani na elegancki gwar restauracji pełnej bogatych biznesmenów i turystów, jakby hałas świata nie mógł jej dosięgnąć.
Kobieta nie ignorowała rozmowy.
Kobieta po prostu jej nie słyszała.
Elena poczuła gulę w gardle, gdyż scena ta natychmiast przypomniała jej o jej siostrze Sofii, która od dzieciństwa spotykała się z dokładnie takimi samymi zdezorientowanymi spojrzeniami i tymi samymi niezręcznymi sytuacjami.
Julián Valdés popijał łyk whisky, sprawdzając jednocześnie swój telefon, najwyraźniej przyzwyczajony do tego, że jego matka milczała podczas publicznych kolacji.
Pani Herrera obserwowała Elenę z daleka surowym wzrokiem, śledząc każdy jej ruch, jakby czekała na odpowiedni moment, by wskazać jej jakiś błąd.
Ale Elena nie mogła odejść.
Coś w niej ją powstrzymało.