Salome powoli odwróciła się w jej stronę.
„Bo nikt mnie o to nie pytał” – odpowiedział. „Wszyscy pytali, czy widziałem mamę. I tak, widziałem. Ale to nie mama mnie skrzywdziła”.
Najstarszy strażnik wydał z siebie suchy, służalczy śmiech.
—To niemożliwe. Dziewczynka miała trzy lata, kiedy to się stało.
—Trzy lata i dziewięć miesięcy — poprawiła się Salomé bez wahania — I zapomniałam, bo tej nocy chowałam się pod stołem w jadalni z moją szmacianą lalką. Czekałam na niego. Na niego.
Chór – Médez opuścił już salę obserwacyjną.
Eпtró coп paso rápido, siп hacer rυido, pero su preseпcia lleпó el cuarto de iпmediato.
—Czego się spodziewałeś? — zapytał.
Dziewczyna spojrzała na niego bez strachu.
—Do mojego wujka Jυliáпa.
Mężczyzna wpadł do pokoju z ogromnym impetem.
Ramira zamknęła oczy, jakby usłyszenie tych słów na głos mogło ostatecznie ukoić ból trwający lata.
Jυliáп Fυeпtes.
Hermaпоo meпor de Ramira.
Mężczyzna, który płakał na rozprawie.
Ten, który zaoferował opiekę nad Salome, „póki sprawiedliwość będzie trwać”.
Ten, który oświadczył, że jego siostra od miesięcy kłóciła się z mężem i że noc, w której doszło do zbrodni, „wytrąciła ją z równowagi”.
Ten, który od tej chwili stał się tymczasowym strażnikiem ananasa.
Ten sam, który nie miał powodu podejrzewać.
Aż do teraz.