Przyglądałem mu się uważnie, zauważając po raz pierwszy, jak szybko arogancja potrafiła przerodzić się w zagubienie, gdy nie miał już kontroli nad sytuacją.
„Za napaść” – odpowiedział spokojnie funkcjonariusz.
W mieszkaniu zapadła cisza.
Rocío przeniosła ciężar ciała i szepnęła coś Sergio, ale on zbył ją zirytowanym machnięciem ręki, wciąż patrząc mi prosto w oczy.
„Mówisz poważnie?” zapytał.
Nie odpowiedziałem od razu. Policzek pulsował mi pod cienkim bandażem, a zapach antyseptyku dziwnie mieszał się ze znajomym aromatem naszego salonu.
„Tak” – powiedziałem w końcu.
Wzrok Sergia powędrował ku obrączce ślubnej spoczywającej na raporcie policyjnym.
„Zniszczysz wszystko przez filiżankę kawy?”
Słowa zawisły w powietrzu niczym plama.
Jeden z oficerów spojrzał na mnie, prawdopodobnie spodziewając się gniewu lub łez, ale zamiast tego poczułem tak głęboki spokój, że aż się przestraszyłem.
„To nie była kawa” – powiedziałem cicho.