Uśmiech Sergia powoli zniknął, jakby jego twarz zapomniała, jak zachować ten wyraz. Rocío stanęła za nim, ściskając w dłoni swoją ogromną torebkę, a jej wzrok błądził to po oficerach, to po pudłach, to po mnie.
Jeden z oficerów odezwał się pierwszy.
„Panie Lozano, jesteśmy tu, aby zapewnić pani Martín możliwość bezproblemowego odbioru jej rzeczy. Musimy również poinformować pana, że złożono zawiadomienie”.
Sergio zaśmiał się raz, krótko i z niedowierzaniem.
„Raport? Po co?”