Podczas śniadania mąż oblał mnie wrzącą kawą, bo nie chciałam dać jego siostrze karty kredytowej, i wpadł w szał, krzycząc na mnie: „Przyjdzie później; oddaj jej swoje rzeczy albo wynoś się”. Drżąc z bólu, upokorzenia i wściekłości, spakowałam wszystkie swoje rzeczy i wyszłam; ale kiedy wrócił z siostrą, zamarł na widok tego, czego już nie było…

Uśmiech Sergia powoli zniknął, jakby jego twarz zapomniała, jak zachować ten wyraz. Rocío stanęła za nim, ściskając w dłoni swoją ogromną torebkę, a jej wzrok błądził to po oficerach, to po pudłach, to po mnie.

Jeden z oficerów odezwał się pierwszy.

„Panie Lozano, jesteśmy tu, aby zapewnić pani Martín możliwość bezproblemowego odbioru jej rzeczy. Musimy również poinformować pana, że ​​złożono zawiadomienie”.

Sergio zaśmiał się raz, krótko i z niedowierzaniem.

„Raport? Po co?”