Oczywiście, że tak.
Telefon stacjonarny też był martwy. Uwierzyłem w jego wymówkę o szkodach spowodowanych burzą poprzedniej nocy.
„Buty. Klucze. Cokolwiek.”
„Zabrał ci kluczyki do samochodu” – powiedział Eli. „Zawsze je zabiera”.
Zawsze.
Pobiegł do pomieszczenia gospodarczego i wyciągnął małego pilota.
„Bramka serwisowa” – powiedział.
Wtedy wystarczyłoby uciec. Powinno.
Ale potrzebowałem odpowiedzi.
„Co jeszcze?”
Eli spojrzał w stronę biura Daniela.