Pośrodku wioski – na oczach wszystkich ludzi, którzy kiedyś nazywali go „głupcem” – trzej mężczyźni, których wychował, objęli go jednocześnie.
— „Nie wróciliśmy… nie dlatego, że o tobie zapomnieliśmy…”
— „Ale dlatego… że chcemy wrócić z czymś, z czego będziemy dumni…”
— „Chcemy odwdzięczyć się za wszystko, co dla nas zrobiliście…”
Cały statek był cichy.
Nikt nie mógł mówić.
Si Maribel… Ich ręce drżały, gdy głaskały swoje twarze.
— „Myślałem… że mnie zostawiłeś…”
Podziwiam cię, Rico.
— Nigdy, Siostro. Zostałaś naszą matką… Jesteś powodem, dla którego tu dziś jesteśmy.
Joshua zrobił krok naprzód i wyciągnął kopertę.
— „To jest tytuł własności do ziemi i domu... To już nie jest twój dom, moja droga.”
Nagtaka si Maribel.
- "Co masz na myśli?"
Joshua uśmiechnął się i wskazał na tylną część domu.
O godzinie…
Tam to znalazł.
Na tej działce stał nowy dom — duży, solidny i piękny.
Nie zauważył tego wcześniej, bo był tak zaskoczony.
Był do tyłu.
— „To… Czy to…?”
Tumango jest pyszne.
— „Dla ciebie, siostro.”
— „Połączyliśmy wszystkie nasze oszczędności, żeby to zbudować”.
— „To nie tylko dom… To dla ciebie nowy początek”.
Maribel nie mogła mówić.
Poczuł, jak serce podchodzi mu do piersi, jakby nie był w stanie objąć rozumem wszystkiego, co się działo.
— „Nie potrzebuję niczego takiego… Wystarczy mi, że widzę cię całego i zdrowego.”
Paolo pokręcił głową ze łzami w oczach.
— „Hindi Sapta i.”
— „Nic, co damy, nigdy nie będzie wystarczające… w porównaniu z twoją ofiarą.”
Paolo uklęknął przed nim.
A potem za nim... Rico i Jomar również klęczeli.
Cały statek był zdumiony.
— „Dziękuję, Siostro…”
— „Za cały głód, który znosiłaś…”
— „Za wszystkie noce, kiedy nie spałaś, żeby nas uczyć…”
— „Za miłość, którą nam dałaś… Nawet jeśli nie jesteśmy twoimi dziećmi.”
Sąsiedzi również płakali.
Niektórzy… Był nią oszołomiony.
Si Maribel… Był kompletnie oszołomiony.