Około 18:00 zacząłem dzwonić.
Mark. Poczta głosowa.
Jason. Poczta głosowa.
Caleb. Poczta głosowa.
Eliza. Poczta głosowa.
Telefon Granta nawet nie zadzwonił.
O godzinie 19 jedzenie było zimne.
O godzinie 20:00 świeczki urodzinowe prawie się stopiły.
O 21:00 siedziałem sam na końcu stołu, wpatrując się w sześć pustych krzeseł. Mówiłem sobie, że przesadzam, ale cisza ciążyła mi na całym ciele. Ocierałem łzy serwetką, którą wyprasowałem tego samego ranka.
Wtedy ktoś zapukał do drzwi.
To nie jest przyjazna krytyka.
To krytyka stanowcza i oficjalna.
Gdy otworzyłem drzwi, na progu stał młody policjant.
"Czy jesteś Lindą?" zapytał.
Skinąłem głową, nie mogąc wydobyć głosu.
Podał mi złożoną notatkę. Na pierwszej stronie widniało moje nazwisko, które od razu rozpoznałem: Grant's.
Wiadomość brzmiała:
„Mamo, nie dzwoń do nikogo. Nie zadawaj żadnych pytań. Po prostu posłuchaj policjanta i wsiadaj do samochodu”.
Poczułem ucisk w klatce piersiowej.
Grant zawsze był najbardziej lekkomyślny i to on najbardziej mnie martwił, gdy późno w nocy dzwonił telefon.