„Alejandro?”
Skinął głową, zaskoczony.
Kobieta uśmiechnęła się z podekscytowania.
„Chłopak z płotem!”
Alejandro poczuł gulę w gardle.
„Mariana… czy to tutaj?
Kobieta delikatnie pokręciła głową.
Alejandro poczuł, że serce mu się kraja.
Ale ona mówiła dalej.
„On tu nie mieszka.
Ale on przychodzi w każdą niedzielę.
Dzisiaj jest niedziela.
Alejandro miał wrażenie, że świat się zatrzymał.
„Przyjdziesz dzisiaj?”
„Za kilka godzin.”
Alejandro postanowił poczekać.
Usiadł na małej ławce przed domem.
Godziny mijały powoli.
Słońce zaczęło zachodzić.
I wtedy usłyszał odgłos kroków.
Alejandro spojrzał w górę.
Kobieta szła ulicą z torbą pełną jedzenia.
Ciemne włosy.
Brązowa skóra.
I cichy uśmiech.
Kiedy podniósł wzrok i zobaczył Alejandro…
Zatrzymał się.
Oboje pozostali nieruchomi.
Jakby czas się zatrzymał.
Mariana przemówiła pierwsza.
„Alejandro?”
Poczuł, że coś w jego klatce piersiowej pęka.
"Tak.
Powoli się zbliżyła.
Spojrzał na niego z niedowierzaniem.
„To niemożliwe…
Alejandro wyjął małą ramkę z kieszeni.
Czerwona wstążka.
Oczy Mariany napełniły się łzami.
„Zachowałeś to…”
Przez wszystkie te lata.
Zapadła pełna emocji cisza.
Na koniec Mariana się uśmiechnęła.
„Myślałem, że zapomniałeś.
Alejandro pokręcił głową.
"Nigdy.
Rozmawiali godzinami.