Kiedy wróciłem do domu, przeczytałem list jeszcze raz.
Na samym dole, małym pismem, znajdował się jeszcze jeden wiersz:
„Lepiej, żeby niektóre prawdy pozostały ukryte. Opiekuj się dziećmi, mamo”.
Zaciągnąłem pudełko do sypialni i zamknąłem drzwi.
Chyba że było coś jeszcze.
Tej nocy starałem się zachowywać normalnie. Ale w mojej głowie panował galop.
Wciąż odtwarzałem sobie w pamięci wszystko, co powiedział William. Wszystko, co napisała Darla.
Czegoś brakowało. Jakiegoś fragmentu, którego jeszcze nie znalazłem.
Kiedy dzieci zasnęły, zauważyłem, że Molly ściskała w dłoniach swoją zeszyt do rysowania. Nigdy nikomu go nie tknęła. Zawsze myślałem, że to tylko dziecięca przypadłość.
Gdy ją otulałem, książka wyślizgnęła się jej z rąk i upadła na podłogę. Otworzyła się jedna strona. Podniosłem ją i zamarłem.
Nigdy nikomu nie pozwoliła go dotknąć.
To był rysunek rodziny.
Czwórka dzieci-patykowych figurek. Dwoje dorosłych z etykietami „Mama” i „Tata”.
Obok Taty znajdowała się kolejna figurka z podpisem „Mama 2”.
Tej nocy nie mogłem spać.
Siedziałam w sypialni i wpatrywałam się w ten rysunek. Kim była „Mama 2”?
Następnego ranka przy śniadaniu, mimochodem zapytałem o to Molly.
„Kochanie, kim jest Mama 2 na twoim zdjęciu?”
Molly podniosła wzrok znad płatków. „To ta pani, która przychodziła, kiedy mama była w pracy”.
„Ten, którego Tatuś by przytulił.”
„Czy mama o niej wiedziała?”
„Nie wiem. Ale pewnego dnia mama krzyknęła i pani już nie wróciła.”