Miałem osiemnaście lat, gdy w końcu zrozumiałem coś, czego nauka zajęła mi całe życie.
Miłość nie zawsze jest cicha.
Czasami nie jest to łagodne i prywatne.
Czasami miłość oznacza stanąć, na głos, przed wszystkimi, w obronie osoby, która przez lata stawała w twojej obronie, gdy nikt nie patrzył.
Uświadomiłem to sobie na ostatnim roku nauki, gdy zbliżał się sezon balów maturalnych.
Podczas gdy moi koledzy z klasy bez końca rozmawiali o sukienkach, randkach i after-party, moje myśli krążyły gdzie indziej.
Ciągle wędrowały w stronę mojej mamy.
Ma na imię Emma i urodziła mnie, gdy miała zaledwie siedemnaście lat.
Wcześniej była jak każda inna licealistka. Marzyła o sukniach balowych, wolnych tańcach, wieczorze ukończenia szkoły i takiej przyszłości, jaką sobie wyobrażasz, gdy życie wydaje się jeszcze otwarte.
Potem dowiedziała się, że jest w ciąży.
I wszystko zmieniło się z dnia na dzień.