Ale coś nadal nie miało sensu.
Richie był przy porodzie. Trzymał naszą córkę w ramionach. Nic z tego nie przypominało mężczyzny, którego znałam.
„Coś jest nie tak” – powiedziałem cicho.
Sylvia przyjrzała mi się uważnie.
„Daj mi tylko dzisiejszą noc” – powiedziałem jej. „Jutro wszystko się wyjaśni”.
Tej nocy prawie nie spałem. Dziecko budziło się co kilka godzin, a ja za każdym razem wpatrywałem się w sufit, zastanawiając się, co przegapiłem.
Dlaczego mój mąż nagle stał się dla mnie kimś obcym?
Wczesnym rankiem już zdecydowałam, co zrobię. Wrócę z Sylvią, spakuję swoje rzeczy i zacznę odkrywać życie samotnej matki.
Nie miałam zamiaru błagać kogoś, żeby mnie kochał.
Około południa ktoś zaczął gwałtownie walić w drzwi Sylwii.
Jej kroki rozbrzmiały echem na korytarzu, zanim usłyszałem jej wściekły głos.
„Wynoś się stąd, Richie! Powinieneś się wstydzić!”
„Nie wyjdę stąd, dopóki nie porozmawiam z Praise!” krzyknął.
W jego głosie słychać było desperację.
„Proszę… to sprawa życia i śmierci!”
Wyszłam na korytarz trzymając dziecko.
Richie stał w drzwiach, wyglądał na wyczerpanego, jego włosy były potargane, a ubrania pokryte plamami farby.