Moja matka.
Jej głos brzmiał łagodnie. Słodko. Wyćwiczony.
Ton, którego zawsze używała, gdy czegoś potrzebowała.
„Alyssa, kochanie” – powiedziała łagodnie, jakby nic się nie stało.
„Chcemy, żebyś dziś przyszedł do nas.”
Zatrzymała się na chwilę, zanim dokończyła zdanie.
„Są sprawy, którymi musimy się zająć ”.
Nie ma o czym mówić.
Nie proces.
Nie smuć się.
Po prostu sobie z tym poradzę .
Ścisnęło mnie w gardle.
Wyobraziłem ją sobie w kuchni mojego rodzinnego domu, tej z granitowymi blatami, którymi chwaliła się od lat, stojącą tam z założonymi rękami, jakby czekała na wykonawcę.
„Jakie rzeczy?” zapytałam, starając się, aby mój głos brzmiał spokojnie i neutralnie, tak jak kazał mi Simon.
„Kilka dokumentów” – powiedziała szybko. „Po prostu… sprawy rodzinne. Twój ojciec i ja chcemy się upewnić, że jesteś bezpieczna”.
Chroniony.
O mało się nie roześmiałem. Moja matka nigdy mnie przed niczym nie chroniła, nawet przed okrucieństwem mojej siostry, nawet przed chłodem mojego ojca. Ale stłumiłem ten dźwięk, bo już podjąłem decyzję w chwili, gdy zobaczyłem ten zrzut ekranu.
Nie jechałem sam.
„Dobrze” – powiedziałem. „Wpadnę.”