Julián Valdés nie spuszczał z niej wzroku, uważnie obserwując mieszaninę zaskoczenia, emocji i roztropności, która wyraźnie odzwierciedlała się na zmęczonej twarzy młodej kelnerki.
Pani Herrera, która do tej pory uważała się za absolutną panią sytuacji w swojej restauracji, obserwowała scenę z drugiego końca sali z wyrazem niedowierzania i zaniepokojenia.
Carmen Valdés delikatnie ścisnęła dłoń Eleny, przekazując jej ciepło, którego młoda kobieta nie spodziewała się znaleźć u kogoś, kto należał do świata tak odmiennego od jej własnego.
„Nie chcę, żebyś czuł się pod presją” – powiedział Julian spokojnie – „ale to, co zrobiłeś dziś wieczorem, znaczy dla mojej matki więcej, niż sobie prawdopodobnie wyobrażasz”.
Elena wzięła głęboki oddech zanim odpowiedziała, ponieważ ciężar tej decyzji zaczynał być odczuwalny w każdym przyspieszonym uderzeniu jej serca.
„Panie Valdés” – powiedział z szacunkiem – „zrobiłem tylko to, co zrobiłby każdy, kto zna język migowy”.
Julian delikatnie pokręcił głową.
„Nie” – odpowiedział – „większość ludzi by tego nie zrobiła”.
Carmen znów zaczęła szybko poruszać rękami, a w jej oczach pojawiło się szczere uczucie, którego nie trzeba było tłumaczyć, żeby je zrozumieć.
Elena obserwowała ich gesty i powoli tłumaczyła.
—Mówi, że dziś wieczorem po raz pierwszy od dawna poczuła, że ktoś ją wysłuchał.
Te słowa wywołały nową ciszę.
Nawet Julian zdawał się być poruszony tym wyznaniem.
„Mama zawsze była bardzo silna” – powiedziała cicho – „ale odkąd pięć lat temu całkowicie straciła słuch, wiele osób po prostu przestało próbować się z nią komunikować”.
Elena poczuła znajomy ból w piersi, gdy to usłyszała.
Ponieważ wielokrotnie widział dokładnie to samo w przypadku Sofii.