Wtedy ciotka Ryana, Linda, otworzyła drzwi do kuchni, spodziewając się zobaczyć tace z jedzeniem pokrywające każdą powierzchnię. Zamiast tego zobaczyła nieskazitelnie czyste blaty, pustą kuchenkę i pojedynczy talerz w zlewie po moim lunchu.
Nastała cisza, która rozprzestrzeniła się po domu niczym nagła utrata przytomności.
Wtedy matka Ryana zwróciła się do niego i zapytała: „Co tu się właściwie dzieje?”
Przez chwilę nikt nic nie mówił. Potem wszyscy zaczęli mówić naraz.
„Gdzie jest kolacja?”
„Czy jedzenie już dostarczono?”
„Ryan, co się stało?”
Jego matka, Barbara, spojrzała z pustej kuchni na mnie i z powrotem na syna. „Zaprosiłeś dwadzieścia osób” – powiedziała ostro. „Nie mów mi, że nie ma jedzenia”.
Ryan wymusił śmiech, który brzmiał na wymuszony. „Doszło do nieporozumienia”.
„Nie” – powiedziałem spokojnie. „Nie ma”.
W pokoju znów zapadła cisza. Ryan rzucił mi ostrzegawcze spojrzenie, ale miałem już dość chronienia go przed konsekwencjami jego własnych słów.
„Kilka tygodni temu” – powiedziałem – „Ryan powiedział mi przy Dereku: »Od teraz kupuj sobie jedzenie. Przestań żyć na moim koszt«. I właśnie to zrobiłem. Kupowałem sobie jedzenie. Gotowałem sobie posiłki. Nie tknąłem niczego, za co zapłacił, i nie wydałem pieniędzy na jedzenie dla zaproszonych przez niego osób”.
Derek, stojący w drzwiach, wyglądał na głęboko zakłopotanego, ale lekko skinął głową. „Tak powiedział”.
Wyraz twarzy Barbary stwardniał. „Ryan, to prawda?”
Ryan potarł kark. „To była tylko kłótnia. Wiedziała, o co mi chodziło”.