Potem dyrektor powiedział powoli:
„Znam cię.”
W pokoju zapadła cisza.
Carla zaśmiała się nerwowo.
"Przepraszam?"
Podszedł bliżej.
„Jesteś Carlą.”
Wyprostowała się.
„Tak. I uważam, że to niewłaściwe.”
Zignorował ją.
„Znałem ich matkę” – powiedział.
Spojrzał na mnie. Potem na Noaha.
„Pracowała tu jako wolontariuszka. Zbierała tu pieniądze. I ciągle mówiła o oszczędnościach, które zostawiła swoim dzieciom. Chciała, żeby te dzieci były chronione”.
Twarz Carli pobladła.
„To nie twoja sprawa” – warknęła.
„Stało się to moim zajęciem” – powiedział spokojnie dyrektor – „kiedy usłyszałem, że jedna z naszych uczennic prawie zrezygnowała z balu maturalnego, bo powiedziano jej, że nie ma pieniędzy na sukienkę”.
Przez tłum przeszła fala emocji.
Gestem wskazał na mnie.
„Potem usłyszałem, że jej młodszy brat zrobił to własnoręcznie z dżinsów ich zmarłej matki.”
Teraz wszyscy się gapili.
Carla próbowała to obrócić w żart.
„Z plotek robisz teatr.”
Zanim dyrektor zdążył odpowiedzieć, z przejścia wyszedł mężczyzna.
Rozpoznałem go mgliście z pogrzebu taty.
Wziął zapasowy mikrofon od nauczyciela.
„Mogę coś wyjaśnić” – powiedział.
Przedstawił się jako prawnik zajmujący się majątkiem mojej matki.