Mój syn i jego żona poprosili mnie, żebym zaopiekowała się ich dwumiesięcznym dzieckiem, kiedy będą na zakupach. Ale bez względu na to, jak bardzo go tuliłam i jak bardzo próbowałam go uspokoić, nie przestawał płakać. Od razu wyczułam, że coś jest nie tak. Kiedy podniosłam jego ubranko, żeby sprawdzić pieluchę… zamarłam. Coś tam było… coś niewyobrażalnego. Ręce mi się trzęsły. Złapałam go i pobiegłam prosto do szpitala.

A kiedy Mega w końcu odpowiedziała…

Jego głos był ledwo słyszalny.

„…ananas.”

„…ananas.”

Słowo zawisło w powietrzu między nami.

Moje serce podskoczyło.

„Kupiłeś tę sosnę?” – zapytałem go.

Daniel ponownie odebrał telefon.

—Tylko na pół etatu — powiedział szybko. — Tylko kilka godzin rano, żeby Mega mogła odpocząć.

„Kiedy to się zaczęło?”

„Około dwa tygodnie temu”.

Zamknąłem na chwilę oczy, próbując uregulować oddech.

„A dzisiaj?” zapytałem. „Była z Noahem, zanim przyjechałem?”

Daniel zawahał się.

—Tak —przyznał.

Poczułem mdłości.

"Jak długo?"

„Około godziny. Mega miała wizytę u lekarza.”

Poczułem dreszcz przebiegający mi po kręgosłupie.

—Danieelu— powiedziałem ostrożnie—, czy zauważyłeś w niej coś dziwnego?

„Nie” – powiedział natychmiast. „Wydawała się głupia. Spokojnie, profesjonalistka. Miała doskonałe referencje”.

„Jak to się nazywa?”

„Laura.”

Właśnie w tym momencie drzwi do pokoju szpitalnego się otworzyły i wszedł doktor Patel.

„Ustabilizowaliśmy Noaha” – powiedziała delikatnie. „Teraz odpoczywa”.