Szkło wypadło mi z ręki i rozbiło się o kafelki.
Płynnie, bez wahania, bez słabości, zeskoczył z wózka i przeszedł przez kuchnię tak szybko, że cofnęłam się na blat.
„Nie krzycz” – wyszeptał.
Nie mogłem.
„Możesz chodzić?”
Skinął głową, szeroko otwierając oczy ze strachu. „Proszę… posłuchaj mnie. Musisz uciekać”.
Każdy nerw w moim ciele stał się zimny.
„O czym mówisz?”
Złapał mnie za nadgarstek, jego ręce drżały. „On nie wróci”.
Pokój zdawał się przechylać.
"Co masz na myśli?"
Eli spojrzał w stronę przednich okien, jakby Daniel wciąż mógł tam być.
„Zostawia ich” – powiedział cicho. „Zawsze ich zostawia… a potem coś się dzieje”.
"Ich?"
Jego wyraz twarzy się zmienił – i to było gorsze niż strach. To było wspomnienie.
„Jesteś trzeci.”
Poczułem ucisk w piersi. Pomyślałem o pierwszej żonie Daniela, rzekomo zmarłej w wyniku wypadku po zażyciu leków. Pomyślałem o jego byłej narzeczonej, która, jak twierdził, zniknęła bez ostrzeżenia. Pomyślałem o odizolowanym domu, ogrodzonej posesji i systemie bezpieczeństwa, którym tylko on zarządzał.