Po raz trzeci wygładził koszulę.
Ustawił się w pobliżu drzwi, gestem wyrażającym obojętność, ale stanowczo.
Wszyscy zrozumieli to bez zastanowienia. Energia w pomieszczeniu zmieniła się, jak spadek ciśnienia przed burzą.
Dzwonek do drzwi dzwoni.
Rozmowy ucichły. Ludzie spojrzeli na swoje kubki. Nagle muzyka wydała się zbyt głośna.
Derek ruszył w stronę drzwi, ale przyspieszyłem.
„Mam to” – powiedziałem.
Poczułam jego wzrok na plecach, gdy sięgałam po ten przedmiot. Właściwie, czułam na sobie trzydzieści par oczu. Cała drużyna milczała, czekając, jak panna młoda zareaguje na randkę z byłym mężem.
Nacisnąłem klamkę i otworzyłem drzwi.
Nicole stała tam, ubrana w dżinsy projektanta i jedwabną bluzkę, trzymając w dłoni butelkę drogiej chusteczki. Była piękna, z tą naturalną urodą, którą posiadają niektórzy ludzie: idealne włosy, idealny makijaż, idealny uśmiech.
„Cześć!” powiedziała radośnie. „Pewnie jesteś Maya. Dużo o tobie słyszałam.”
Założę się, że tak, pomyślałem.
—Nicole—powiedziałam czule—. Przyjdź. Bardzo się cieszymy, że mogłaś przyjść.
Odsunęłam się. Przeszła obok mnie i natychmiast pojawił się obok niej Derek, uśmiechnięty i z serdecznymi gestami.
„Nicole! Udało ci się. Pozwól, że cię wszystkim przedstawię.”
Wyjął z jej rąk szklankę do wycierania – gest trudny do zauważenia – i zaprowadził ją do salonu.
Zamknąłem drzwi i na moment się za nie wskoczyłem, obserwując ich.