Sześć miesięcy temu przeprowadziliśmy się razem. To był jego pomysł, w idealnym momencie, i to jego mieszkanie stało się „nasze”.
Patrząc wstecz, zdaję sobie sprawę, że przez miesiąc próbowałem dostosować się do ich harmonogramu. Oglądać ich programy.
Jedząc w jej ulubionych restauracjach. W pewnym momencie stałem się postacią drugoplanową w jej życiu, zamiast być jej głównym bohaterem.
Potem zaprosił swoją byłą na nasze przyjęcie parapetówkowe i powiedział mi, że powinnam zachowywać się „dojrzale”.
Następnego dnia był pełen plastrów.
Wysyłała mi mnóstwo SMS-ów o plecakach, playlistach, o tym, kto potwierdził przybycie i o tym, jakie oświetlenie będzie najlepiej wyglądać w salonie.
Ani jednego spotkania z Nicole.
W jego mniemaniu ta część była już „rozwiązana”.
O porze lunchu usiadłem przy biurku na parkingu i zacząłem tworzyć własną listę.
Te, które były naprawdę niesamowite.
Kilka sztuk ubrań.
Moje narzędzia warsztatowe.
Mój laptop.
Zdjęcia mojego dziadka.
Prosty zegarek, który zostawił mi, gdy byłem dzieckiem.