„Za każdym razem, gdy przychodzą” – kontynuowałem – „Lucia gotuje, serwuje i sprząta wszystko. I nikt nie kiwnie palcem.
Carmen podniosła głos:
„Bo tak zawsze było w tym domu!”
„No cóż, to już koniec.
Znów zapadła cisza.
Moja matka patrzyła na mnie.
„Czy mówisz, że twoje siostry nie są już tu mile widziane?”
Pokręciłem głową.
„Mówię, że jeśli przyjdą… pomogą.
Patricia krótko się zaśmiała.
„Tylko spójrz… Dziecko jest już dorosłe.
Poczułem ukrytą w tych słowach zniewagę.
Ale nie odpowiedziałem.
Isabel przyglądała mi się przez kilka sekund.
Potem powiedział coś, czego się nie spodziewał.
„To wszystko… dla kobiety?
Nie podniósł głosu.
Ale pogarda była obecna.
Coś we mnie było zdecydowanie zepsute.
„Nie” – odpowiedziałem.
Spojrzałem jej prosto w oczy.
„Dla mojej rodziny.”