Zamarłem.
Lily siedziała na rogu stołu, pochylona, jadła szybko i nerwowo.
Ścisnęła dużą miskę, napychając usta jedzeniem, jakby nie jadła od kilku dni. Łzy spływały jej po twarzy, gdy je ocierała, zerkając w stronę drzwi, jakby bała się, że zostanie przyłapana.
Zmarszczyłem brwi.
Dlaczego się ukrywała?
Wszedłem i zapytałem ostro: „Dlaczego jesz tak w tajemnicy? Co tym razem ukrywasz?”
Lily podskoczyła i upuściła łyżkę.
Gdy mnie zobaczyła, jej twarz zbladła.
„Kochanie… dlaczego wróciłaś tak wcześnie? Ja… Jadłam właśnie lunch…”
Nie odpowiedziałem. Sięgnąłem i wziąłem od niej miskę.
A kiedy zajrzałem do środka…
Moje serce niemal stanęło.
To nie było prawdziwe jedzenie.
Był to stary, pożółkły ryż zmieszany z suszonymi głowami ryb i ostrymi ośćmi — coś, czego nie podałbyś nikomu.
Całe moje ciało zrobiło się zimne.
Co miesiąc wysyłałem matce pieniądze.
Dlaczego więc… moja żona to jadła?
Cisza w kuchni była dusząca.
Spojrzałem jeszcze raz na miskę, a potem z powrotem na Lily.
„Co to jest…?” zapytałem cicho.
Nic nie powiedziała.