Alejandro otworzył telefon i pokazał artykuł prasowy.
"Meksykański startup technologiczny logistyczny wyceniony na 20 milionów dolarów."
Pod nagłówkiem widniało nazwisko założyciela.
Alejandro Rivera.
Twarz Danieli zbladła.
"To... to ty?"
Skinął głową.
W pokoju zapanowała cisza.
W końcu Daniela wyszeptała: "Gdybym wiedziała..."
Alejandro delikatnie jej przerwał.
"Ale nie zrobiłeś tego."
Potem wziął moją dłoń.
"I przez to... Skończyłem z odpowiednią osobą."
Moja mama wymusiła uśmiech. "Cóż... Najważniejsze jest to, że wciąż jesteśmy rodziną."
Alejandro uprzejmie skinął głową, ale odpowiedział stanowczo.
"Oczywiście. Ale teraz Lucía decyduje, kiedy i jak."
Po raz pierwszy w życiu nikt inny nie podejmował decyzji za mnie.
Tego wieczoru, gdy obserwowaliśmy światła miasta z balkonu, zapytałam go:
"Przeszkadzało ci, że wszyscy myśleli, że jesteś biedny?"
Alejandro cicho się zaśmiał.
"Ser pobre nunca me molestö."
"¿Entonces qué lo hizo?"
Mnie miró con ternura.
"To właśnie jest coś z tego... Mam się z nim zakochać, że mam więcej jak mój dcera, który mam na myśli."
Tylko apreté la mano.
"Entonces elegiste bien."
Sonrió.
"No", mówię o tym i na rowerze.
"Soy el afortunado."