„Zasługuję na to, co mnie czeka!”
***
Dwa miesiące później wylegiwałyśmy się na kocu piknikowym w parku, tylko ja, Junie i Lizzy, a słońce odbijało się w trawie. Suzanne wyjechała służbowo, a obie moje córki były ze mną.
W powietrzu unosił się zapach popcornu i kremu do opalania, a na nadgarstkach obu dziewcząt rozpływały się tęczowe lody.
Lizzy zachichotała, a jej policzki pokryły się lepkim potem. „Mamo, znowu wlałaś mi popcorn do rożka!”
Uśmiechnęłam się, zbierając upuszczone kawałki. „Mówiłaś mi, że tak ci się podoba, pamiętasz?”
Junie, z pełnymi ustami, wtrąciła: „Ona to lubi, bo widziała, jak ja to robię, pierwsza”.
Lizzy wystawiła język. „Nie-e, ja to wymyśliłam!”
„Mówiłeś mi, że tak ci się podoba, pamiętasz?”
Śmialiśmy się głośno i szczerze. Nie było żadnego ciężaru , tylko gwar biegających dzieciaków, muzyka ich głosów. Wyciągnąłem nowy aparat jednorazowy, tym razem liliowy, który obie dziewczyny wybrały w alejce ze sklepem spożywczym.
Stało się to naszą tradycją. Wypełnialiśmy szuflady niewyraźnymi zdjęciami: lepkimi dłońmi, rozmazanymi uśmiechami i migawkami z odzyskanego życia.
„Uśmiechnijcie się!” zawołałem.
Przycisnęli do siebie policzki, objęli się ramionami i oboje krzyczeli: „Ser!”. Pstryknąłem zdjęcie, a serce przepełniło mi się radością.
Stało się to już naszą tradycją.
Junie opadła mi na kolana. „Mamo, weźmiemy wszystkie kolory aparatów? Potrzebujemy zielonego, niebieskiego i…”
Lizzy pociągnęła mnie za rękaw. „I żółty! To na lato”.
Potargałam ich włosy, czując się tak obecna, że aż bolało. „Użyjemy każdego koloru. Obiecuję”.
Mój telefon zawibrował. To był SMS od Michaela o opóźnionych alimentach. Wpatrywałam się w niego, unosząc kciuk, ale potem spojrzałam na dziewczyny splątane u mojego boku.
Dokonał wyboru dawno temu. Nie musieliśmy już na niego czekać.
„To obietnica.”
Te chwile były teraz nasze.
Nakręciłem kamerę i uśmiechnąłem się. „No dobra, kto chce się ścigać na huśtawkach?”
Trampki dudniły, a śmiech wywoływał mój śmiech mieszający się z ich śmiechem, gdy biegliśmy.
Nikt nie mógł mi zwrócić lat, które straciłem.
Ale odtąd każde wspomnienie należało do mnie. I nikt już nie ukradnie mi kolejnego dnia.
Te chwile były teraz nasze.
Sześć lat po śmierci jednej z moich córek bliźniaczek, moja druga córka przyszła do szkoły pierwszego dnia i powiedziała: „Przygotujcie jeszcze jeden lunchbox dla mojej siostry”