Sabrina roześmiała się pierwsza.
„O mój Boże, czy to jeden z tych resetów zabezpieczeń?”
Adrian zacisnął szczękę.
„Zadzwoń na górę.”
„Nie ma tam żadnego piętra, na które można by zadzwonić” – powiedział Leon. „Lokal 34B zmienił właściciela dziewięć dni temu”.
Cisza.
Taki, którego nie zauważamy od razu, bo arogancja potrzebuje chwili, żeby przetworzyć rzeczywistość.
Adrian wpatrywał się.
"Co?"
Leon przesunął kopertę po biurku.
Na przedniej stronie było napisane moim charakterem pisma imię Adrian.
Otworzył je na miejscu, w holu.
W środku znajdowały się trzy przedmioty.
Kopia oświadczenia końcowego.
Paragon kasjerski potwierdzający sprzedaż.
I mała uwaga.
Skoro Twoja sekretarka zasługiwała na wakacje bardziej niż ja, założyłem, że nabywca zasługiwał na penthouse bardziej niż Ty.
Według Leona, Sabrina odsunęła się od Adriana w chwili, gdy zaczęła czytać mu przez ramię.
Nie ze współczucia.
Ze względów samozachowawczych.
Bo nagle mężczyzna, z którym poleciała na Malediwy, nie wydawał się już potężny.
Wyglądał na lekkomyślnego.
A kobiety takie jak Sabrina potrafią tolerować niewierność, próżność, a nawet okrucieństwo.
A niestabilność?
Nigdy.
Adrian zażądał dowodu.
Leon dostarczył podsumowanie zarejestrowanego przeniesienia aktu.
Adrian zażądał rozpatrzenia sprawy przez prawnika.
Leon podał mu wizytówkę mojego prawnika.
Adrian zażądał dostępu, aby „odebrać swoją własność”.
Leon poinformował go, że zawartość mieszkania została uwzględniona w sprzedaży, z wyjątkiem rzeczy osobistych, które zgodnie z prawem zabrałem, oraz ubrań w pudełkach czekających w magazynie na jego nazwisko.
Wygląda na to, że wtedy zaczął krzyczeć.
Kamery w holu uchwyciły każdą sekundę.