„Co?”
Leon przesunął kopertę po biurku. Na pierwszej stronie widniało imię Adriana napisane moim charakterem pisma.
Otworzył ją na miejscu, w holu. W środku były trzy rzeczy. Kopia protokołu zamknięcia transakcji. Paragon kasjera. I notatka.
Skoro twoja sekretarka zasługiwała na wakacje bardziej niż ja, założyłam, że kupujący zasługiwał na penthouse bardziej niż ty.
Według Leona, Sabrina odsunęła się od Adriana o krok, gdy tylko zaczęła czytać mu przez ramię.
Nie ze współczucia. W samoobronie. Bo nagle mężczyzna, z którym poleciała na Malediwy, przestał wyglądać na potężnego. Wyglądał na niedbale. A kobiety takie jak Sabrina potrafią wybaczyć niewierność, próżność i okrucieństwo. Ale niestabilność? Nigdy.
Adrian zażądał dowodów. Leon dał mu podsumowanie aktu przeniesienia własności. Adrian zażądał analizy prawnej. Leon dał mu legitymację mojego adwokata. Adrian zażądał wstępu, żeby „odebrać swój majątek”.
Leon poinformował go, że zawartość mieszkania została wliczona w cenę sprzedaży, z wyjątkiem rzeczy osobistych, które legalnie wywiozłam, oraz ubrań w pudłach, czekających w przechowalni na jego nazwisko.
Najwyraźniej w tym momencie zaczął krzyczeć. Kamery w holu uchwyciły każdą sekundę.
Sabrina stała obok bagażu ze skrzyżowanymi ramionami, a na jej twarzy malowało się zdziwienie, gniew, a potem wyrachowanie. Zanim Adrian skończył wygłaszać mowę, zrozumiała już to, czego od niej oczekiwałam.
Nie wracał do luksusowego życia. Wracał do konsekwencji.
Potem zadała mu najbardziej druzgocące pytanie wieczoru:
„Mówiłeś mi, że to miejsce jest twoje”.
I tym razem Adrian nie miał odpowiedzi.
O 6:14 rano, gdy zapinałam walizkę, żeby zdążyć na lotnisko, na moim telefonie pojawiła się wiadomość od męża.
„Nie jedź na lotnisko. Zamiast tego zabieram moją sekretarkę na Malediwy. Ona zasługuje na te wakacje bardziej niż ty”.
Przeczytałem to dwa razy.
A potem po raz trzeci.
Nie dlatego, że tego nie rozumiałem.
Bo tak zrobiłem.
Zbyt wyraźnie.
Przez sześć lat byłam żoną Adriana Crossa, dewelopera, który uważał, że urok może usprawiedliwić wszystko – pod warunkiem, że jest on opakowany w drogi garnitur. Oszukiwał w sposób, w jaki niektórzy mężczyźni kolekcjonują zegarki – otwarcie, beztrosko, niemal z dumą. Ale to było co innego.
To było upokorzenie przesłane SMS-em przed wschodem słońca.
Wyjazd na Malediwy miał na celu uczczenie naszej rocznicy.