Wpatrywali się we mnie.
„I” – dodałem spokojnie – „zapisałem to, co powiedziałeś wcześniej”.
W pokoju zapadła cisza.
Richard nagle wstał. „Nagrałeś nas?”
Vanessa się zarumieniła. „To nielegalne”.
„W tym stanie to nieprawda” – odpowiedziałem spokojnie. „A Adrian nauczył mnie weryfikować rzeczy, zanim zaufam ludziom”.
Oczy Margaret natychmiast napełniły się łzami.
„Och, kochanie… my tylko próbowaliśmy pomóc.”
„Powiedziałeś, że mnie uciszysz i nazwiesz niezrównoważonym” – odpowiedziałem.
Richard mruknął: „Źle mnie zrozumiałeś”.
„Nie zrobiłem tego.”
Vanessa chwyciła dokument, ale ja położyłem na nim dłoń.
„Nie.”
Warknęła: „I co, karzesz nas?”
„Chronię siebie” – powiedziałem.
Głos Richarda stał się zimny.
„Myślisz, że możesz po prostu odciąć się od swojej rodziny?”
„Możesz to podważyć” – powiedziałem spokojnie. „Ale walczyłbyś z prawnikami z Manhattanu, którzy projektują majątki dla miliarderów”.
To zdanie zapadło mi w pamięć.
Głos Margaret znów złagodniał.
„Pozwólcie Vanessie chociaż na jeden strych. To twoja siostra.”
„Masz sześć” – dodała szybko Vanessa. „Nie bądź zachłanny”.
Chciwy.
Mój mąż zmarł kilka godzin wcześniej.
I targowali się o jego majątek.
„Mój mąż zmarł dzisiaj” – powiedziałam cicho. „A ty spędziłaś popołudnie planując, jak odebrać mi to, co mi zostawił. To nie jest rodzina”.
Richard wpatrywał się we mnie. „Więc odcinasz nas?”
"Tak."
Wsunąłem dokument z powrotem do koperty i wyciągnąłem telefon. Otworzyłem maila, którego napisałem w samochodzie, zanim wszedłem do środka – na wszelki wypadek.
Następnie nacisnąłem „Wyślij”.