Zdjęła okulary i wyprowadziła ją na zewnątrz do wnuka, który spojrzał na nią z czułym uśmiechem. Jego oczy, podobnie jak u jej dziadka, były pełne cichej, niezachwianej miłości, która była warta więcej niż spadek.
« Twoja matka i wujek przybyli dopiero po godzinach, powiedziała cicho, a w jej głosie słychać było niezachwianą radość. "Szukali miejsca tak zorganizowanego i odizolowanego, że myśleli, iż nikt mnie nigdy nie znajdzie. Chcieli mnie porzucić, usunąć ze świata.
Wyciągnęła rękę i dotknęła go, podążając za linią jego wyciągniętej, pewnej dłoni. "Ale zapomnieli," wyszeptała z lekkim, smutnym uśmiechem na ten efekt, "że mam wnuka, którego oczy są wszędzie. Tak bardzo starali się pozbyć mnie na ziemi, że nigdy nie pomyśleli o przeprowadzce do nieba. »