Mój ojciec podniósł whisky i rzucił puentę: "Jeśli moja córka jest generałem, to ja jestem baletnicą." Moja mama uśmiechała się jak jedwab. Mój brat się w tym rozżywał. A ja usiadłem przy stole 19 przy wyjściu awaryjnym — dokładnie tam, gdzie mnie położyli: cichy, wymazany, jednorazowy. Wtedy wszedł pułkownik, zasalutował i zawołał moje imię z taką rangą, że pokój zrobił się zimny. Bo to, co zachowywali przez lata, nie było tylko tajemnicą — to była broń. A dziś wieczorem... przyszło po odbiór.

Dowód.