Przyglądał mi się przez chwilę, wzruszył ramionami i wrócił do telefonu. Kryzys minął, przynajmniej dla niego. Trudna dziewczyna została pomyślnie załatwiona.
Przez resztę nocy zastanawiałem się, co zostawić, a czego nie. Okazało się, że te dwie kategorie niewiele się pokrywają.
Ten bełkot, który zignorowałem
Nie mogłam spać tej nocy. Podczas gdy Derek cicho szeptał obok mnie, ja wpatrywałam się w sufit i myślałam o wszystkich tych małych chwilach, które ignorowałam.
Sposób, w jaki zignorował moje sugestie odnośnie tego, gdzie zjeść, i zachowanie, które okazywało się, że zgadzałem się z jego wyborem od samego początku.
Żarty z mojej perspektywy pochodzą od jej przyjaciółek. „Maya jest świetna, ale nie ma zielonego pojęcia o kierunku. Gubi się na parkingach”. Wszyscy się śmieją. Ja też, bo co innego można zrobić?
Kiedy poczułem zatrucie pokarmowe, westchnęła, jakbym zepsuł jej cotygodniowe zajęcia, zamiast pytać, czy potrzebuję zatrucia.
Sposób, w jaki zaczynała te zdania od „Gdybyś był bardziej…”, nadawał im cechy, których mi rzekomo brakowało. Bardziej towarzyska. Bardziej beztroska. Bardziej dojrzała.
Później zaprosiła swojego byłego na nasze domowe przyjęcie i uznała mój dyskomfort za osobistą porażkę.
Byłem tak skupiony na byciu „fajną dziewczyną”, że zupełnie przestałem być sobą.
Moja przyjaciółka Ava widziała go już parę miesięcy temu. Piliśmy kawę, kiedy zapytała mnie pusto: „Jesteś szczęśliwy?”
Dałem mu standardową odpowiedź: „Tak, oczywiście. Dlaczego?”
„Bo nie wyglądasz na siebie. Wyglądasz, jakbyś się zachowywał.”
Nie myślałem o tym zbyt wiele. Powiedziałem mu, że przesadza.
Ale miała rację. Zadzwoniłam. Grałam rolę, którą Derek napisał, nie pytając mnie, czy jestem na to gotowa.
Wakacje
Sobota rozpoczęła się idealną pogodą. Niepogoda, łagodna, taki dzień, który sprawia, że Seattle wydaje się najlepszym miejscem na świecie.
O godzinie 14:00 apartament był już pełen.