W kącie, starannie ułożone, znajdowało się gniazdko z ubrań – małych swetrów, szalików, znajomych tkanin. Ubrań Lily.
Pośrodku zwinięty był kot kaliko, cicho oddychający. Przytulone do niej były trzy maleńkie kocięta, których ciała unosiły się i opadały w harmonii.
Zamarłam.
Baxter położyła obok nich żółty sweterek, a kocięta instynktownie przytuliły się do niego, by się ogrzać.
Nagle zrozumiałam.
To nie był sweterek z wypadku. To był zapasowy – drugi żółty sweterek, który kupiłam, bo Lily upierała się, że potrzebuje dwóch. Nawet nie zauważyłam, że go brakuje.
Lily tu przychodziła.
Znalazła ciężarną kotkę i po cichu się nią opiekowała. Przynosiła jedzenie. Wodę. Ciepło. Dawała jej ubrania, nie mówiąc nikomu.
Uklękłam, przepełniona miłością w