W myślach wyraźnie słyszała głos Raya.
„Będziesz żył, dzieciaku.”
Czy Hannah wybacza swemu wujkowi rolę, jaką odegrał w śmierci jej rodziców?
Odpowiedź nie jest prosta i spójna.
Czasem absolutnie nie.
Czasem czuje tylko palący gniew z powodu tego, ile kosztowały ją jego duma i temperament.
Innym razem pamięta inne rzeczy.
Szorstkie, zrogowaciałe dłonie podtrzymujące jej ramiona w czasie przenoszenia.
Okropne, nierówne warkocze, które tak bardzo starał się udoskonalić.
Skrzynka na bazylię zbudowana z wielką starannością.
Jej surowe przemówienia w stylu „nie jesteś gorsza” wygłaszane za każdym razem, gdy czuła się pokonana.
W takich dniach Hannah uświadamia sobie, że przez lata wybaczała Rayowi po trochu, nie zdając sobie z tego sprawy.
Ray nie uciekał przed tym, co zrobił, ani nie udawał, że nic się nie stało.
Resztę swojego życia spędził podążając prosto ku swojemu błędowi.
Jedno ustawienie budzika, jedna walka z firmą ubezpieczeniową, jedno mycie włosów w kuchennym zlewie na raz.
Ray niósł Hannah tak daleko, jak pozwalały mu na to siły i życie.
Resztę podróży musi odbyć sama.