Jak niewidzialna nić, której nigdy nie rozumiał.
Aż do teraz.
Znów otworzył oczy.
„Nie wiem…” powiedział.
Uczciwy.
Brutto.
„Nie wiem, czy mogę cię nazywać mamusią.”
Elena natychmiast skinęła głową.
„Nie będę cię pytać.
„Nie wiem, czy potrafię zapomnieć”.
„Nie możesz.
„Nawet nie wiem, czy mogę ci zaufać.
Spojrzała w dół.
„To normalne.
Cisza.
Potem Miguel dodał:
„Ale… nie chcę odchodzić, jakby nic się nie stało.”
Elena spojrzała w górę.
Pojawiła się tam delikatna poświata.
„W takim razie zostańmy tam” – powiedział.
Po prostu.
„Zacznijmy od tego.
Roberto się uśmiecha.
Lucas bez wahania usiadł obok Miguela, jakby dla niego było to coś zupełnie naturalnego.
I przez długi czas…
rozmawiali.
Żadnych wielkich rewelacji.
Żadnych nierealnych obietnic.
Po prostu kawałki życia.
Miguel opowiedział nam o swojej pracy.
Jego trudne lata.
Jego marzenia, których tak naprawdę nigdy nie sformułował.
Elena opowiedziała o swoich badaniach.
O swoich żalach.
Z tamtych lat, gdy patrzyła na każdego młodego mężczyznę na ulicy i zastanawiała się...
„A co jeśli to byłby on?”
Noc łagodnie zapadła nad miastem.
Kiedy wyszli z kawiarni, powietrze było chłodniejsze.
Miguel spojrzał w niebo.
A potem Elena.
„Niczego nie obiecuję.”
Skinęła głową.
„Ale wrócę.”
To nie było przebaczenie.
Ale to już nie było odrzucenie.
To był… początek.
Następne kilka tygodni było dziwne.
Intensywny.
Kruchy.